Lead generation

RevOps w praktyce: jak przestać tracić przychód między marketingiem, sprzedażą i obsługą klienta

Paulina

Marketing raportuje rekordową liczbę MQL-i. Sprzedaż mówi, że leady są słabe i nie ma czego zamykać. Obsługa zgłasza, że część nowych klientów nie rozumie, co właściwie kupiła. Każdy dział dowozi swoje KPI, a przychód stoi w miejscu. To typowy objaw sytuacji, w której zarządzanie sprzedażą i marketingiem odbywa się w trzech osobnych silosach, bez wspólnego właściciela lejka.

RevOps (Revenue Operations) porządkuje ten obszar. Łączy procesy, dane i narzędzia marketingu, sprzedaży i obsługi w jeden system odpowiedzialny za przychód. Poniżej znajdziesz, gdzie przychód najczęściej ucieka między działami, jak ułożyć zarządzanie w sprzedaży i marketingu tak, żeby przestało być walką o atrybucję, oraz dlaczego wdrożenie RevOps wymaga dyscypliny, jaką daje zarządzanie projektami.

Marketing i zarządzanie sprzedażą: gdzie w pipeline naprawdę gubi się przychód

Najwięcej przychodu firmy B2B tracą w punktach przekazania. Lead przechodzi z marketingu do SDR-a, potem do AE, a po podpisaniu umowy do obsługi. Na każdym z tych etapów zmienia się właściciel, a często także definicja tego, czym jest dobry lead.

Przykład modelowy: marketing uznaje za MQL każdego, kto pobrał e-booka i ma w stanowisku słowo „manager”. SDR kwalifikuje według BANT, AE według tego, czy klient ma realny problem i budżet w tym kwartale. Specjalista ds. sprzedaży widzi w CRM pięćdziesiąt nowych leadów, dzwoni do wszystkich i umawia sześć spotkań, z których dwa mają sens. Marketing raportuje sukces, sprzedaż raportuje stratę czasu, a pipeline puchnie od szans, które nigdy nie powinny się w nim znaleźć. Problem wychodzi dopiero przy forecastingu.

Zarządzanie procesem sprzedaży w takim układzie sprowadza się do gaszenia pożarów. Handlowcy tracą czas na leady bez potencjału, a zarządzanie w marketingu optymalizuje kampanie pod metrykę bez związku z przychodem. Jeśli dodatkowo zarządzanie w sprzedaży ocenia handlowców wyłącznie za liczbę telefonów, nikt nie ma interesu, żeby odrzucać słabe leady. RevOps odpowiada na to wprost: jedna definicja etapów lejka, jedne KPI sprzedaży i marketingu liczone z tego samego źródła danych oraz jedna osoba odpowiedzialna za przepływ leadów między działami.

Druga rzecz to analiza danych sprzedażowych w przekroju całego lejka, nie tylko jego końcówki. Firma, która mierzy wyłącznie win rate AE, nie zobaczy, że problem leży dwa etapy wcześniej, w scoringu. Zarządzanie jakością leadów zaczyna się od tego, że ktoś patrzy na konwersję między każdym etapem i ma mandat do zmiany reguł kwalifikacji. Bez tego każda zmiana staje się negocjacją między szefami działów. Dlatego wdrożenie RevOps od początku trzeba prowadzić tak, jak zarządzanie projektami: z celem, zakresem, właścicielem i terminem.

Firmy, które pomijają zarządzanie projektami na tym etapie, zwykle kończą z nowym dashboardem i starym procesem.

Zarządzanie marketingiem, gdy digital marketing dowozi ruch, a nie szanse sprzedażowe

Zespoły marketingowe w B2B mają dostęp do ogromnej ilości danych: CTR, CPL, sesje, konwersje z formularzy. Większość z nich kończy się jednak na formularzu. Zarządzanie marketingiem cyfrowym optymalizuje to, co widzi we własnych narzędziach, a widzi zwykle koszt pozyskania kontaktu, nie koszt pozyskania klienta.

Mechanika jest prosta (liczby przykładowe). Kampania A generuje 300 leadów przy niskim CPL, kampania B generuje 40 leadów przy wysokim CPL. Na dashboardzie marketingowym wygrywa A. Jeśli jednak z kampanii A nie powstała żadna szansa sprzedażowa, a z B powstało osiem, to A podnosi CAC, zajmuje czas SDR-ów i zaśmieca CRM. Bez połączenia danych z kampanii z wynikami w lejku zarządzanie w marketingu cyfrowym będzie konsekwentnie przesuwać budżet w złą stronę.

Marketing cyfrowy w modelu RevOps rozlicza się z udziału w pipeline i przychodzie. To zmienia sposób planowania: zarządzanie w e-marketingu zaczyna od pytania, które segmenty i kanały przynoszą szanse zamykane w rozsądnym cyklu, a dopiero potem liczy koszt leada. Zarządzanie marketingiem cyfrowym bez tej informacji to zgadywanie z dobrą oprawą graficzną.

Podobny problem mają firmy, które sprzedają część oferty online. Zarządzanie w sprzedaży internetowej i zarządzanie w e-marketingu często leżą w rękach jednego zespołu, a sprzedaż do większych klientów prowadzi osobny dział. Specjalista ds. e-commerce widzi koszyk i konwersję w sklepie, handlowiec widzi dużego klienta, który trzy miesiące wcześniej kupił testowo online. Jeśli te dane nie łączą się w jednym systemie, nikt nie wie, który kanał otworzył relację.

Zarządzanie w marketingu cyfrowym powinno więc śledzić całe konto, nie pojedynczy formularz. Spięcie tych danych to osobne zadanie, które wymaga tej samej dyscypliny co zarządzanie projektami IT: mapy źródeł, właściciela integracji i testów.

Tworzenie strategii marketingowej pod pipeline, a nie pod zasięg

Tworzenie strategii marketingowej w wielu firmach B2B zaczyna się od kanałów: w tym roku więcej LinkedIna, webinary, może podcast. W modelu RevOps kolejność jest odwrotna. Punktem wyjścia są wygrane i przegrane deale z ostatnich kwartałów: kto kupił, jak długo trwał cykl, z jakiego źródła przyszedł pierwszy kontakt, na jakim etapie odpadali ci, którzy nie kupili.

Dopiero na tej podstawie ma sens analiza rynku i badania marketingowe. Marketing Researcher może wtedy sprawdzić, czy segmenty, które najlepiej konwertują w lejku, są wystarczająco duże, żeby na nich rosnąć, i gdzie są podobne firmy, do których sprzedaż jeszcze nie dotarła. Tworzenie strategii marketingowej bez takiej analizy kończy się planem, który dobrze wygląda w prezentacji, ale nie daje sprzedaży konkretnej listy kont.

Marka nadal ma znaczenie. Zarządzanie marką i zarządzanie wizerunkiem przedsiębiorstwa wpływają na to, czy cold call kończy się rozmową, czy odłożeniem słuchawki, oraz na to, czy firma w ogóle trafi na shortlistę klienta. Podobnie jest z obszarem, jakim jest społeczna odpowiedzialność biznesu: u dużych klientów korporacyjnych bywa realnym kryterium w procesie zakupowym, a nie tylko sekcją w raporcie rocznym.

Tworzenie strategii marketingowej powinno iść równolegle z tym, jak przebiega planowanie strategii sprzedażowych. Jeśli sprzedaż na kolejny rok zakłada wejście w nowy segment, a marketing planuje budżet pod dotychczasowych klientów, rozjazd pojawi się w pierwszym kwartale.

Minimum to wspólny kalendarz planowania i wspólne założenia co do ICP, a zarządzanie jakością leadów musi opierać się na tych samych kryteriach po obu stronach. Samo przygotowanie planu najlepiej prowadzić jak zarządzanie projektami, z harmonogramem i punktami kontrolnymi.

Dobre tworzenie strategii marketingowej kończy się listą kont i segmentów, na których marketing i sprzedaż pracują razem.

Obsługa klienta jako trzecia noga RevOps, o której zespoły przychodowe zapominają

W wielu firmach RevOps kończy się na podpisaniu umowy. Marketing i sprzedaż wspólnie liczą pipeline, a to, co dzieje się z klientem później, trafia do innego działu, z innym systemem i innymi celami. Tymczasem w modelu subskrypcyjnym albo przy powtarzalnych zamówieniach duża część przychodu z klienta pojawia się po pierwszej transakcji.

Obsługa klienta ma dane, których brakuje pozostałym działom: dlaczego klienci rezygnują, które funkcje są niezrozumiałe, jakie obietnice handlowców nie pokrywają się z rzeczywistością. Specjalista ds. obsługi klienta często jako pierwszy widzi, że dany segment regularnie odchodzi po sześciu miesiącach. Jeśli ta informacja nie wraca do marketingu, firma dalej pozyskuje dokładnie tych klientów, których nie potrafi utrzymać, i płaci za to rosnącym CAC.

Tu pojawia się zarządzanie relacjami z klientami w szerszym rozumieniu niż samo narzędzie. Historia klienta, od pierwszego kontaktu z kampanią po zgłoszenia serwisowe, powinna być w jednym miejscu i dostępna dla każdego, kto z nim rozmawia. Marketing relacji w B2B działa tylko wtedy, gdy komunikacja do obecnych klientów opiera się na tym, co faktycznie dzieje się na koncie.

Przykład: klient zgłasza trzy problemy z wdrożeniem w ciągu miesiąca, a w tym samym tygodniu dostaje od handlowca propozycję rozszerzenia licencji. Zarządzanie w marketingu i sprzedaży, które nie widzi danych z obsługi, regularnie produkuje takie sytuacje. Marketing relacji zbudowany na pełnym obrazie konta zamienia je w sygnały: problem z wdrożeniem uruchamia wsparcie, a propozycja rozszerzenia pojawia się dopiero po jego rozwiązaniu. W firmach, gdzie zarządzanie w sprzedaży internetowej obejmuje także zamówienia powtarzalne, dane o reklamacjach i zwrotach powinny wpływać na to, komu marketing wyświetla kolejne kampanie.

Zarządzanie relacjami z klientami staje się wtedy wspólnym procesem trzech działów.

Włączenie obsługi do RevOps to zwykle najtrudniejszy etap, bo zmienia procesy zespołu, który do tej pory rozliczał się głównie z czasu odpowiedzi na zgłoszenie. Tu zarządzanie projektami ma bardzo praktyczny wymiar: trzeba ustalić, które dane z obsługi trafiają do CRM, kto je wprowadza i jak zarządzanie jakością tych wpisów będzie kontrolowane. Dobrze prowadzone zarządzanie projektami oznacza też, że obsługa dostaje realny wpływ na definicję klienta idealnego, a nie tylko dodatkowe pola do wypełnienia.

Wdrożenie RevOps jako projekt: kto odpowiada za proces, dane i jakość leadów

Scenariusz nieudanego wdrożenia wygląda zwykle podobnie. Zarząd decyduje, że firma „przechodzi na RevOps”, ktoś dostaje nowy tytuł, kupuje się dodatkowe narzędzie, a po pół roku procesy wyglądają tak samo jak wcześniej. Brakuje trzech rzeczy: mandatu do zmiany procesów między działami, planu wdrożenia i mierzalnych kryteriów sukcesu.

Dlatego RevOps wymaga podejścia, jakie daje zarządzanie projektami. Wdrożenie dotyka marketingu, sprzedaży, obsługi, finansów i IT, a każdy z tych zespołów ma własne priorytety. Zarządzanie projektami porządkuje zależności: nie da się zmienić scoringu, dopóki marketing i sprzedaż nie uzgodnią definicji leada, a nie da się uzgodnić definicji bez danych o konwersji między etapami. Jeśli firma równolegle zmienia zarządzanie marketingiem cyfrowym i podłącza nowe źródła leadów, bez planu te dwie zmiany zaczną się wzajemnie blokować. Zarządzanie projektami jest tu narzędziem kontroli ryzyka. Drugim filarem jest zarządzanie jakością: danych, leadów i samego procesu przekazywania szans między zespołami.

Zarządzanie projektami w RevOps: właściciele, zależności i harmonogram

Zarządzanie projektami w RevOps zaczyna się od zakresu. Pierwsza wersja rzadko powinna obejmować wszystko naraz. Rozsądniej jest wybrać jeden punkt przekazania, najczęściej z MQL do SQL, i na nim zbudować wspólne definicje, SLA i raportowanie. Dopiero potem można rozszerzać projekt na etap po sprzedaży.

Praktyczny podział wdrożenia na etapy wygląda zwykle tak:

  1. Audyt obecnego lejka: definicje etapów, źródła danych, konwersje między etapami, miejsca, w których leady giną.
  2. Uzgodnienie wspólnych definicji i SLA między marketingiem, sprzedażą i obsługą.
  3. Porządki w danych i konfiguracja CRM pod nowe definicje.
  4. Wspólny dashboard i rytm przeglądów: tygodniowy dla operacji, miesięczny dla zarządu.
  5. Rozszerzenie na obsługę, retencję i upsell.

Każdy z tych etapów potrzebuje jednego właściciela. W praktyce zarządzanie projektami w RevOps najczęściej wykłada się na tym, że za etap odpowiada „zespół”, czyli nikt. Druga pułapka to zależności techniczne. Zmiana w formularzu na stronie wymaga pracy developera, integracja z CRM wymaga administratora, a zarządzanie w marketingu cyfrowym musi dostosować kampanie do nowych pól. Jeśli harmonogram tego nie uwzględnia, projekt utknie na etapie, który na papierze trwał tydzień.

Osobnym wyzwaniem są zespoły rozproszone. Jeśli sprzedaż działa w kilku krajach, a marketing jest centralny, komunikacja w zespole międzykulturowym staje się częścią projektu. To samo pojęcie „kwalifikowanego leada” w jednym kraju oznacza potwierdzony budżet, w innym gotowość do rozmowy. Zarządzanie projektami w takim układzie wymaga spisanych definicji z przykładami, a nie ogólnych ustaleń ze spotkania.

Przy harmonogramie dobrze sprawdzają się krótkie iteracje. Zarządzanie projektami oparte na kilkutygodniowych cyklach pozwala sprawdzić, czy nowe definicje faktycznie poprawiają konwersję, zanim firma przebuduje cały lejek. Takie zarządzanie projektami daje też sprzedaży i marketingowi szybko widoczne efekty, co bezpośrednio przekłada się na zaangażowanie obu zespołów.

Zarządzanie jakością danych w systemach CRM

Systemy CRM pokazują dokładnie to, co zespół do nich wprowadzi. Jeśli handlowcy aktualizują etapy szans raz w miesiącu, przed spotkaniem z szefem, forecast w pierwszych tygodniach miesiąca jest fikcją. Jeśli połowa leadów nie ma przypisanego źródła, atrybucja marketingowa opiera się na zgadywaniu. Jeśli w bazie są trzy rekordy tej samej firmy, każdy przypisany do innego handlowca, sekwencje outboundowe trafiają do tej samej osoby trzy razy.

Zarządzanie jakością danych to w RevOps praca ciągła, nie jednorazowe czyszczenie bazy. Najlepiej działa połączenie trzech elementów: pól obowiązkowych na kluczowych etapach, automatycznych reguł (deduplikacja, przypisanie źródła, walidacja domeny) oraz regularnego przeglądu danych przez osobę, która odpowiada za ich jakość. Zarządzanie jakością bez właściciela szybko zamienia się w listę postulatów, której nikt nie realizuje.

Dopiero na czystych danych ma sens analiza danych sprzedażowych i sensowne KPI sprzedaży. Długość cyklu, konwersja między etapami czy średnia wartość szansy wyglądają wiarygodnie w raporcie, ale przy zanieczyszczonych danych prowadzą do błędnych decyzji. Firma zwiększa budżet na kanał, który tylko pozornie generuje szanse, albo zatrudnia kolejnych handlowców, bo pipeline wydaje się przepełniony. W planie wdrożenia porządki w danych powinny być osobnym etapem, a zarządzanie projektami musi przewidzieć na nie realny czas, nie weekend przed startem nowego dashboardu.

Role w zespole przychodowym: od CMO po analityka sprzedaży i marketingu

W modelu RevOps role nie znikają, ale zmienia się to, z czego każda z nich się rozlicza. Dyrektor ds. marketingu (CMO) przestaje odpowiadać za liczbę leadów i zaczyna odpowiadać za udział marketingu w pipeline i przychodzie. To wymaga wspólnych celów z szefem sprzedaży. Jeśli CMO ma premię za MQL-e, a Head of Sales za zamknięty przychód, konflikt jest wpisany w system wynagrodzeń i żadne wdrożenie tego nie naprawi.

Centralną rolą staje się analityk sprzedaży i marketingu, czasem nazywany po prostu analitykiem RevOps. Odpowiada za definicje wskaźników, spójność danych i raporty, na których pracuje zarząd. W mniejszych firmach tę funkcję łączy się z administracją CRM, w większych jest to osobny zespół.

Brand Manager i osoby odpowiedzialne za zarządzanie marką wchodzą w ten układ pośrednio. Ich praca wpływa na to, jak szybko handlowiec buduje zaufanie w pierwszej rozmowie i jak łatwo przejść przez proces zakupowy u dużego klienta. W RevOps ten wpływ lepiej mierzyć konwersją w segmentach, w których marka jest rozpoznawalna, niż samymi wskaźnikami zasięgu.

Po stronie sprzedaży zmienia się zarządzanie zespołem sprzedażowym. Menedżer przestaje patrzeć wyłącznie na aktywność: liczbę telefonów, maili, spotkań. Zaczyna patrzeć na jakość rozmów, konwersję między etapami i powody przegranych. Tu wracają kompetencje, które w wielu zespołach zeszły na dalszy plan po wdrożeniu automatyzacji: techniki sprzedaży i negocjacji oraz psychologia sprzedaży. Automatyzacja może dowieźć handlowcowi rozmowę, ale jej za niego nie przeprowadzi. Jeśli dane z CRM pokazują, że deale regularnie przepadają na etapie negocjacji, trzeba popracować nad tym, jak zespół stosuje techniki sprzedaży i negocjacji. Kolejna sekwencja mailowa tego nie naprawi.

Każda z tych ról ma swoje miejsce w projekcie wdrożenia. Zarządzanie projektami w RevOps wymaga, żeby CMO, szef sprzedaży i szef obsługi byli sponsorami wdrożenia, a analityk jego operacyjnym właścicielem. Bez takiego podziału zarządzanie projektami sprowadza się do koordynowania spotkań.

Zarządzanie sprzedażą i marketingiem w modelu RevOps: od czego zacząć

  1. Pierwszy krok jest tani i często najbardziej odkrywczy: rozrysowanie obecnego lejka od pierwszego kontaktu po odnowienie umowy, z definicją każdego etapu i właścicielem każdego przejścia. Bardzo często już wtedy wychodzi, że marketing, sprzedaż i obsługa używają innych nazw na te same rzeczy albo tych samych nazw na różne rzeczy.
  2. Drugi krok to wybór jednego problemu do rozwiązania w pierwszym kwartale. Zwykle jest to przekazanie leada z marketingu do sprzedaży, bo tam najłatwiej zmierzyć efekt. Zarządzanie procesem sprzedaży na tym odcinku obejmuje wspólną definicję SQL, SLA na kontakt z leadem i regularny przegląd leadów odrzuconych przez sprzedaż, z informacją zwrotną dla marketingu.
  3. Trzeci krok to właściciel. Może to być dedykowana osoba RevOps, analityk albo, w mniejszej firmie, jeden z menedżerów z jasno określonym mandatem. Musi mieć prawo zmieniać procesy po obu stronach, bo zarządzanie w sprzedaży i marketingu prowadzone przez komitet działa tylko na papierze.
  4. Czwarty krok to rytm. RevOps działa wtedy, gdy wspólny przegląd lejka odbywa się regularnie, a decyzje z niego trafiają do planu. Przydaje się tu podejście, jakie daje zarządzanie projektami: lista zadań, właściciele, terminy, przegląd postępu. Zarządzanie jakością danych i leadów powinno mieć stały punkt w każdym takim przeglądzie.
  5. Piąty krok dotyczy zespołu sprzedaży. Nawet dobrze poukładany lejek nie zamknie deali, jeśli handlowcy nie potrafią prowadzić rozmów z klientem, który przychodzi lepiej zakwalifikowany i z większymi oczekiwaniami. Inwestycja w techniki sprzedaży i negocjacji powinna iść równolegle z porządkowaniem procesu.

Jeśli po pierwszym kwartale spada liczba leadów odrzucanych przez sprzedaż, a rośnie konwersja z SQL do szansy, wdrożenie idzie w dobrą stronę i można je rozszerzać na obsługę i retencję. Jeśli nic się nie zmieniło, problem zwykle leży w mandacie albo w danych. Zamiast kupować kolejne oprogramowanie, lepiej wrócić do planu i sprawdzić, czy zarządzanie projektami faktycznie przypisało każdemu etapowi właściciela, który może podejmować decyzje.

Więcej analiz GTM
Dołącz do GTM Club
Inwestuj w sprzedaż, nie w etat Nie daj się wyprzedzić konkurencji